Nic nie zapowiadało takiego zakończenia dnia...
Zaczeło się dosyć normalnie - od bladego rana sauna, 20 na skali w cieniu brrr, zero chmurek na horyzoncie (ciężkie czasy dla komputerów :)).Dobrze, że klima działa można jakoś pracować. Godzinu lecą jedna za drugą (na skali >30 w cieniu). W końcu trzeba się zbierać do domu (eee znowu na ten piekarnik). Na przystanek dotarłem po czasie 2x dłuższym niż normalnie, przecież nie ma co się spieszyć w takich warunkach :)
Busik nie spieszył się. Nic to czasu jest sporo. Do dworca PKS w centrum dobiliśmy w miarę sprawnie. Do następnego busa czasu trochę jest więc siedze sobie grzecznie i patrze.
Na horyzoncie pojawiły się chmurki. Będzie padać. Pytanie kiedy?
Czas biegnie - jedna minuta, druga. Popołudniowa cisza, od czasu do czasu jakiś ptak jeszcze zaśpiewa. Tylko za plecami w oddali robi się dziwnie - chmura żółtego pyłu robi się większa i większa. W zasadzie nikogo z oczekujących to nie rusza - wiadomo jest ciepło i sucho - wiatr wyczynia różne harce.
Z sekundy na sekundę chmury na niebie i żółta w oddali robią się coraz większe i większe. Zbliżają się, przybierając różne fantastyczne kształty. Niestety czas przerwać obserwacje dziwów i myśleć o zmianie miejsca. I jak na komendę wszycy się ewakuują. Tych ostatnich przeganiają pierwsze ataki ... piasku.
Obserwując z boku tak sobie myśle, wstawić jedną osobę na pierwszy plan z podmuchami piasku w tle i można uwieczniać atak "huraganu" na miasto. (W sumie tak to wygląda tylko oczywiście w mniejszej skali) ... jeszcze mieć czym to uwieczniać .... może następnym razem :) Trochę nam się klimat zmienia. Atrakcji tego typu pewnie i w przyszłości nie braknie. Może jeszcze jakaś mniejsza trąba powietrzna się trafi. Grunt by natura nie grała w kręgle domami czy innymi cięższymi przedmiotami.
PS.
Deszcz zjawił się z opóźnieniem. Grzmoty i błyskawice - w nocy wygląda to o wiele efektowniej. Według meteo ma padać do rana. Pożyjemy zobaczymy.
Zaczeło się dosyć normalnie - od bladego rana sauna, 20 na skali w cieniu brrr, zero chmurek na horyzoncie (ciężkie czasy dla komputerów :)).Dobrze, że klima działa można jakoś pracować. Godzinu lecą jedna za drugą (na skali >30 w cieniu). W końcu trzeba się zbierać do domu (eee znowu na ten piekarnik). Na przystanek dotarłem po czasie 2x dłuższym niż normalnie, przecież nie ma co się spieszyć w takich warunkach :)
Busik nie spieszył się. Nic to czasu jest sporo. Do dworca PKS w centrum dobiliśmy w miarę sprawnie. Do następnego busa czasu trochę jest więc siedze sobie grzecznie i patrze.
Na horyzoncie pojawiły się chmurki. Będzie padać. Pytanie kiedy?
Czas biegnie - jedna minuta, druga. Popołudniowa cisza, od czasu do czasu jakiś ptak jeszcze zaśpiewa. Tylko za plecami w oddali robi się dziwnie - chmura żółtego pyłu robi się większa i większa. W zasadzie nikogo z oczekujących to nie rusza - wiadomo jest ciepło i sucho - wiatr wyczynia różne harce.
Z sekundy na sekundę chmury na niebie i żółta w oddali robią się coraz większe i większe. Zbliżają się, przybierając różne fantastyczne kształty. Niestety czas przerwać obserwacje dziwów i myśleć o zmianie miejsca. I jak na komendę wszycy się ewakuują. Tych ostatnich przeganiają pierwsze ataki ... piasku.
Obserwując z boku tak sobie myśle, wstawić jedną osobę na pierwszy plan z podmuchami piasku w tle i można uwieczniać atak "huraganu" na miasto. (W sumie tak to wygląda tylko oczywiście w mniejszej skali) ... jeszcze mieć czym to uwieczniać .... może następnym razem :) Trochę nam się klimat zmienia. Atrakcji tego typu pewnie i w przyszłości nie braknie. Może jeszcze jakaś mniejsza trąba powietrzna się trafi. Grunt by natura nie grała w kręgle domami czy innymi cięższymi przedmiotami.
PS.
Deszcz zjawił się z opóźnieniem. Grzmoty i błyskawice - w nocy wygląda to o wiele efektowniej. Według meteo ma padać do rana. Pożyjemy zobaczymy.
